Ruch Chorzów
wydanie: Goniec Górnośląski
-Tak się złożyło, że w środę byłam w Warszawie, bo zatrzymały mnie prace parlamentarne. Otrzymałam telefon od syna, który z przerażeniem w głosie poinformował mnie o nie przyznaniu Ruchowi licencji. Dla mnie była to też wiadomość porażająca, ale od razu zaczęłam działać. Rozmawiałam najpierw z panem Krzysztofem Ziętkiem, który też był w Warszawie i poinformował mnie na czym sprawa polega. Zadzwoniłam do wiceprezesa PZPN, pana Eugeniusza Kolatora, który podał do publicznej wiadomości fatalną dla nas decyzję komisji. Spotkałam się z nim w PZPN, na spotkaniu był też obecny sekretarz Związku. Rozmawialiśmy o tym, jak mogło dojść do takiej decyzji, skoro według wszelkiej mojej wiedzy klub nie ma bieżących długów, spłata starych zaległości przebiega bez zwłoki, według programu naprawczego zaakceptowanego przez PZPN, długi są regularnie spłacane. Wspólnie zaczęliśmy analizę dokumentów. Komisja podejrzewała działaczy Ruchu o próbę oszustwa, taki obraz przedstawiał się im po analizie przesłanych dokumentów. W sprawozdaniu podano kwoty spłacane przez Ruch, w załączniku natomiast pojawiały się inne sumy. Eugeniusz Kolator mnie zachęcał do szukania błędu i znalazłam m.in. informację o Piotrze Ćwielągu, że trwają negocjacje w sprawie jego przejścia do Wisły. Tymczasem one się dawno zakończyły i za kwotę ponad 800 tys. piłkarz znalazł się krakowskim klubie, to sprawa finansowo zakończona. Z załącznika wynikało co innego, jakby Ruch nie otrzymał jeszcze pieniędzy za Ćwieląga, nie rozliczył się z Wisłą. Podobnie było w dwóch innych przypadkach – co innego w sprawozdaniu, co innego w załączniku. Dla przykładu: przy większości kwot była adnotacja – „uregulowano.” W niektórych natomiast napisano „wysłano umowy”. Co to miało znaczyć? Komisja zrozumiała, że są to kwoty nie uregulowane a w istocie już były zapłacone. Gwarantowałam, że kwoty podane w piśmie przewodnim są prawdziwe, bo z załącznika nijak to nie wynikało. Pan Kolator uwierzył mi na słowo, od początku był nam bardzo życzliwy. Spotkał się z dyrektorem klubu i dosłownie słowo po słowie podyktował mu, co ma zawierać odwołanie. PZPN na nie przystał, ale decyzję musiała podjąć sama komisja po zapoznaniu się z odwołaniem. To był nerwowy okres. Kilka razy rozmawiałam w tym czasie z wiceprezesem PZPN, Eugeniuszem Kolatorem włączyłam do akcji posłów nie tylko śląskich. Przewodniczący sejmowej komisji sportu Janusz Wójcik zapowiedział zwołanie nadzwyczajnego posiedzenia komisji, włączył się poseł Janik z Wodzisławia, Jacek Falfus z Bielska, działaliśmy, na ile było to możliwe. Uważam, że to co zostało zdobyte na boisku, nie może być zmarnowane przez niedociągnięcia działaczy. Tak uważali też kibice, którzy jednak bardzo odpowiedzialnie, po sportowemu zachowali się na konferencji prasowej zwołanej w klubie. Nie ma co szukać spisku PZPN przeciw śląskim drużynom, w szczególności Ruchowi, bo powiedzmy sobie szczerze - niedociągnięcia były. Natomiast na pewno nie mogą takie braki decydować o przyznaniu, lub nie – licencji. Chciałabym, aby to zostało upublicznione: bardzo nam pomógł Eugeniusz Kolator, to on zgodził się na ponowne rozpatrzenie dokumentów, bo przecież decyzja komisji była nieodwołalna. Cieszę się. że mogłam wnieść swoją małą cegiełkę w tę sprawę, mam osobistą satysfakcję. Wszystko dzięki temu, że w czasie ogłaszania nie odwołalnego werdyktu komisji byłam akurat w Warszawie. Dzięki temu tak długo mogłam na Miodowej naciskać, marudzić, aby raz jeszcze przeanalizować materiały. Teraz niech piłkarze grają jak najlepiej a kibice realizują scenariusze pięknych widowisk, tworzą taką atmosferę, abyśmy znowu na Ruch mogli chodzić całymi rodzinami.
Goniec Górnośląski [tygodnik]